Hamnet – czy żałoba stworzyła geniusza?

Słuchaj tekstu na youtube

Bądź zdrów, świecący robaczek oznajmia,
Że ranek już jest bliski; wątłe bowiem
Światełko jego znacznie już pobladło
Żegnam cię, żegnam cię; pamiętaj o mnie

W. Szekspir, Hamlet

Trudno było wstać z tego czerwonego fotela, gdy w sali kinowej powoli zapalono światła, a wokół dało się słyszeć tylko zbiorowe, ciche pociąganie nosem, jak nad grobem bohatera ludzkości. Ten film, mimo że traktujeprzecież o wielkim dzierżycielu pióra, nie przytłacza nas słowami. Szum lasu, skrzypiąca podłoga na surowym, angielskim poddaszu, ostrzenie stępiałego pióra, płacz dziecka, żona głaszcząca po włosach i emocje, wyrażane urwanymi półsłówkami, westchnieniami, krzykami, szeptami – całą tę scenografię przykrywa tren Fortynbrasa.

Osiem nominacji do Oscara i zapłakani widzowie – film eksplorujący lukę w biografii Szekspira zbiera laury, a nie jest to wcale takie oczywiste, bo Hamnet w reżyserii Chloé Zhao nie krzyczy wcale z megafonu „zasługuję na najwyższe uznanie!”.

Nie jest to opowieść przeładowana blichtrem Hollywood, nie oślepia nas światłami sztucznej pompy, nie przytłacza ciężkimi, niestrawnymi dialogami, w których bohater opowieści tworzy wokół siebie pomnikową atmosferę wyłączności. To historia o rodzinie, w której poeta dopiero się formuje, jest to jednak bardziej opowieść o relacjach niż o narodzinach gwiazdy, tym bardziej, że o samym Willu, a nawet o genezie jego utworów, wiemy naprawdę niewiele. Reżyserka chciała skupić się na atmosferze XVI-wiecznej, angielskiej prowincji i egzystencji specyficznej, jak na tamte czasy, rodziny, której głową w 1582 roku staje się 18-letni William Szekspir. Już pierwsze sceny tego poetyckiego dramatu prezentują nam tematykę, która będzie uwypuklona w scenariuszu – Will, znudzony prowadzeniem lekcji łaciny w domu przyszłej żony – Agnes Hathaway, ciągle wodzi nieobecnym wzrokiem gdzieś ponad zielonymi łodygami ziół i kwiatów przydomowego podwórka, w jego oczach odbija się szare niebo leniwego popołudnia. Wszystko dzieje się tu bardzo powoli, a opowieść podzielona jest na etapy, tak jak na etapy pofragmentowane jest życie przeciętnego człowieka – świeża miłość, małżeństwo, dzieci, pierwsze trudności i tragedie rodzinne, a w końcu – no właśnie, czy śmierć? A może bardziej liryczne przejście do innej rzeczywistości? Wniesienie swojego życia poza świat materialny, do komnat królów i wróżek, do szmaragdowych lasów, na żółte gościńce?

W Twych lat południe stracisz Twoje mienie,
Syna nie mając pójdziesz w zapomnienie.
W. Szekspir, Sonet VII

Reżyserka pominęła tutaj znane dane biograficzne dotyczące młodości i poglądów Szekspira, nie ma więc typowego wstępu, który zaprezentowałby nam dramaturga jako ucznia Stratford Grammar School i kryptokatolika, o czym lubili wspominać w pracach naukowych krytycy. Dość szablonowo również zostały tu ukazane postacie rodziców Willa, ojciec jako agresywny i toksyczny patriarcha-rękawicznik, matka – surowa gospodyni, o określonych zapatrywaniach na dziwactwa synowej. Na tych relacjach jednak Zhao się nie skupia, dom rodzinny Szekspirów, w którym mieszkało młode małżeństwo jest jedynie tłem dla ukazywanych tu dramatów, podobnie jak tło stanowi poezja i legendarne już strofy z dzieł Williama.

Rozwija się przed nami korona drzewa życia czterech pór roku – pomimo, że zarówno Zhao, jak i autorka powieści Hamnet Maggie O’Farrell ewidentnie próbowały forsować modną dziś „herstorię”, a więc skupić się bardziej na domniemanej perspektywie Agnes Hathaway i jej przeżyciach wewnętrznych, charakter Williama nie został tutaj spłaszczony, wręcz przeciwnie. Młody poeta jest troskliwym, introwertycznym mężem i ojcem, trudności związane z pogodzeniem pracy w teatrze oraz życiem rodzinnym są wynikiem naturalnej chronologii zdarzeń. Nie jesteśmy więc indoktrynowani jakąś nachalną retoryką feministyczną, gdzie mężczyzna jawi się jako tyran, egoista i człowiek żądny chwały, spychający żonę na margines, odstawiający ją w swój własny cień, jak niepotrzebną figurkę.

Wiedza tajemna

Agnes przypomina Ofelię z obrazów Waterhousa – ze stokrotkami we włosach, owinięta bluszczem, bylicą, korzeniami starych drzew. Obcuje z przyrodą jak z matką, tutaj, na czarnej, żyznej ziemi otulonej poranną rosą i burzowym, pełnym napięcia powietrzem rodzi się jej pierwsze dziecko. Podczas seansu słyszymy więc głównie dźwięk zbliżającej się zawieruchy, ulewy, szum wysokich, stratfordzkich drzew, skrzypiącą podłogę na poddaszu i skrobanie piórem po pergaminie. Pięknie dźwiękowcy opieczętowali każdą z postaci – William i Agnes mają własną, charakterystyczną „muzykę życia”. W tym miejscu trzeba też wspomnieć o polskiej ekipie pracującej nad filmem – to dzięki Tomaszowi Żalowi i Małgorzacie Turzańskiej mogliśmy zachwycać się prerafaelickimi ujęciami, kontrastowymi strojami z epoki, malarskim wręcz chiaroscuro.

Sceny w lesie są niezwykle plastyczne, orfickie, a szkarłatna, skromna suknia Agnes pośród zroszonej gwałtownym deszczem malachitowej zieleni bujnej roślinności wspaniale oddaje klimat rodzącej się nietypowej miłości młodzieńca ze starszą, bardziej doświadczoną kobietą, która ewidentnie przypomina którąś z baśniowych postaci dramatów Szekspira – pełna sprzeczności, ale też dziwnego, naturalnego spokoju wynikającego z jakiejś wiedzy tajemnej, ta zwyczajna z pozoru kobieta jest jak elf albo Tytania. Nie bez powodu William opowiada swej przyszłej żonie, w takich okolicznościach przyrody, mit o Orfeuszu i Eurydyce.

Na tej leśnej polanie będziemy świadkami wielu symbolicznych scen, które pozwolą wejść w tę historię głębiej i bardziej świadomie, nam – odbiorcom dzieła poetyckiego – symbol jastrzębia, rozcieranych w dłoniach ziół, porodowych konwulsji, szeptów kochanków – to wszystko będzie rezonowało już w kolejnych ujęciach Hamneta i doprowadzi nas duchową ścieżką do wzruszającego, oczyszczającego finału.

Agnes wypowiada znamienne słowa: „w mojej rodzinie kobiety zawsze widziały więcej”, nie obyło się też bez krótkiej wzmianki o jej podejściu do religii, nie jest to jednak podane w sposób banalny i ideologiczny, reżyserka na szczęście oszczędziła nam tych nudnych, wyblakłych już agitacji.

Kiedy więc rodzą się bliźnięta, Agnes próbuje zbiec do lasu, swojego baśniowego pokoju narodzin i śmierci. Cyruliczka stratfordzka uwięziona w czterech ścianach XVI-wiecznego domostwa, pogrążona w matczynym skupieniu, ma złe przeczucia.

Król Hamlet rozpacza

Ciemne wejście do leśnej jaskini, portal, którego ani Szekspir ani jego żona nie przekroczyli, to kontrapunkt, symbol rodzinnej tragedii – otchłań w tajemniczym otoczeniu, ziejąca niczym hadesowa brama, później pojawia się również jako element scenografii w londyńskim Globe Theatre, gdzie prezentowany jest Hamlet. Szmaragdowy las, a w nim ukojenie żalu. Eurydyka zostaje uratowana, wyrwana szponom zapomnienia, Orfeusz gra swoją pieśń żałobną na skrzypiących deskach elżbietańskiej sceny.

Śmierć dziecka – to tutaj otrzymujemy przesłanie, zarówno na poziomie przyziemnym jak i duchowym. Hamnet, w innym zapisie z tamtego okresu – Hamlet, 11-letni syn Szekspirów, tak jak obiecał ojcu, odchodzi samotnie w cień, jako dzielny syn i brat, pertraktując ze śmiercią. Śmierć nie ma w tej opowieści teatralnej, odrębnej postaci, nie ma czarnych szat ani lśniącej kosy, jest namacalna, nosi miedziany dziób Doktora Plagi, pozostawiając za sobą tylko kredowy krzyżyk na drzwiach i rozdzierający, przeszywający do kości wrzask matki.

Ten wrzask definiuje dzieło Zhao– scena, która zapewne przyniesie Jessie Buckley Oscara. Ostateczność jest tuż obok, tłamsi, zgniata, rozbija, zaprasza do chaosu, zionącego jak czarne przejście, omotane kirem, kontrastujące z krzewem jarzębiny. Gdzie idziesz, mała duszyczko? Czy samotna, zagubiona, poradzisz sobie z przekroczeniem ciemnych wód, szemrzących pośród ciszy teatralnych strof?

Jesteśmy w tym żalu razem z bohaterami opowieści, oszczędna, molowa muzyka fortepianu na tle wycofanych, melancholijnych smyczków (ukłony dla Maxa Richtera)
i małe ciało owinięte płótnem, w żółtawej poświacie świec – zapach wrzosów, wosku i wody, którą matka obmywała ciało – dokonało się.

William ze łzami w oczach, odarty z nadziei, stoi nad brzegiem Tamizy, w atramentowej ciemności oświetlonej tylko mdłym blaskiem księżyca i rzuca w pustą przestrzeń słynne pytanie: „być albo nie być…”.

Wybiera bycie, grając ducha króla Hamleta, który ukazuje się swemu synowi. Ubarwiony na biało, wyłaniający się z cienia, doznaje oczyszczenia, nie mogąc pożegnać się ze swoim synem w rzeczywistości, nie będąc obecnym przy jego śmierci, żegna go w końcu na scenie teatru. Żałoba została przeżyta – król dramatu poradził sobie z bólem pożegnania, odgrywając rolę. Oboje na swój sposób brnęli przez tę potworną dezolację i nieutulony smutek, by w końcu, po latach zmagań, szamotaniny, wzajemnych pretensji – spotkać się w jednym punkcie.

Ukłon dla reżyserki za ukazanie niepokoju i zagubienia Agnes, gdy ta krzyczy w tłumie, że nie rozumie o czym jest sztuka i dlaczego miałaby być w jakiś sposób połączona z losem jej rodziny. Hamlet to przecież opowieść wielowątkowa – o zdradzie, czyśćcu, szaleństwie, żałobie, dziwnej miłości i zemście, której bohater nie chce, ale wszystko zmierza do tego, by najgorsze przeczucia się ziściły; o tragicznym przeznaczeniu, którego nie można już zmienić. My, tak jak Agnes, nie wiemy, czy Hamlet był rzeczywiście pożegnaniem i odpryskiem przechodzenia przez żałobę, czy tylko li kolejną doskonałą sztuką, napisaną wprawną ręką króla angielskiego dramatu, którego z namaszczeniem cytowali w XIX wieku romantycy.

Widownia żegna księcia – Hamnet miał zaiste królewski pogrzeb.

„Reszta jest milczeniem”.

Malwina Gogulska

Publicystka zajmująca się historią literatury, szczególnie związaną z XIX wiekiem. Jej pasją jest epoka romantyzmu i niuanse konstytuowania się polskiej tożsamości w tym okresie. Interesuje się też pamiętnikarstwem, popkulturą oraz tolkienistyką.

Czytaj więcej artykułów tego autora

Czytaj również